— Nie do tańca on stworzony! — wtrąciła wójtowa głosem drżącym i od pośpiechu zdyszanym.
— Do śmierci on stworzony, jeno lepiej do niej niźli ja dopasowany — odrzekła wiedźma.
— Nie turbuj się, nie turbuj! — pocieszyła ją Jędrzejowa. — I ty się do niej za małą chwilę dopasujesz.
— I do śmierci, i do miłości lepiej ode mnie dopasowany, bo to jedno z drugim w parze chodzi — ciągnęła wiedźma. — A ja i w jednym, i w drugim na jednaką trafiłam przeszkodę... Trudno mi było bez sposobów tajemnych miłości zdobywać i trudno mi bez pomocy postronnej skonać.
Wiedźma znowu spojrzała na wójtową.
— Postronna twoja pomoc, postronna! — rzekła, odgrażając się nagłym błyskiem w oczach.
— Postronna, ale samochcąca — odparła wójtowa tak dumnie, że wójt się tą dumą niespodzianą nieokreślenie zatrwożył.
— Będzie mnie twój mąż kochał dopóty, dopóki tchu ostatniego w ten świat pozostały nie wyzionę! — szepnęła wiedźma. — A jak wyzionę, bierz go po mnie i czaruj!
— Nie po tobie, bo mój był pierwej niźli twój! — odrzekła wójtowa i szyję ku wiedźmie, jak zagniewany łabądź, wydłużyła.
— Twój było jeno po twojemu, a mój — po mojemu. Nie wiadomo, czyj bardziej, a czyj mniej! — odparła wiedźma i uśmiechem wykrzywiła wargi. — A nie lękaszże się mojej wiedzy, łabędko przepiórczata?