— O, tak, tak! — szeptał zachęcająco.
— Tak, tak! — powtarzała wójtowa, kurczowo ściskając łopatę, jakby dusiła szyję mdlejącego łabędzia...
— Teraz powiedz: „wio” — poradził znowu wójt i otworzył oczy.
— Wio! — szepnęła wójtowa i biczami korali łopatę z brzękiem uderzyła.
Łopata i tym razem nie poruszyła się z miejsca.
Wójt posmutniał.
— Pewno ci się wiedza nabyta zmąciła jakoś we łbie, albo i po twojemu przeinaczyła — rzekł i głową własną, na myśli mając głowę żoniną, pokiwał.
— A może nawet nie wysłuchałaś jej należycie i zastosować teraz nie potrafisz. Mów, co ci wiedźma gadała!
— Trudno mi to opowiedzieć, bo słuchając, aż zawrotu głowy dostałam — tłumaczyła się wójtowa, oddając mężowi łopatę. — Straszno mi się zrobiło i sama już nie wiem, co mi wiedźma do ucha szeptała...
Wójt pomyślał, spojrzał na żonę i jeszcze raz pomyślał.