Gdzie szepty pocałunków — tam są usta moje,

Gdzie chata mrze od progu — tam mój kij pastuszy,

Gdzie plusk wioseł — tam serca wędrowne napoje.

Lubię szaty swe liche, gdy na wskroś przemokną

Deszczem, jak łzami pieśni, co szumiąc, zamiera,

A nie śpiewam, lecz jeno2 słowami przez okno

W świat wyglądam, choć nie wiem, kto okno otwiera.

Niech się pieśni me same ze siebie wygwarzą3,

Obym ich nie dobywał, ale w sobie dożył!

A nie chcę im górować ni barwić się twarzą,