Zmierzch bezpowrotny

Różowieje o zmierzchu twój spłowiały liścik...

Wóz turkocze za oknem. Może sen mój właśnie

Tak odjeżdża w złą ciemność — śpiewnie i kolaśnie1...

W niebie — drobnych obłoków napuszysty wyścig!

Reszta Boga — w niebiosach! Zachód, tlejąc, zrudział.

O, uwierzyć w tę Resztę i potrwać w tym błędzie!

W dziejach gwiazdy najdalszej brać zawrotny udział

I zawczasu już srebrnieć tym, co kiedyś będzie...

Lub tam, gdzie żale świata na szczytach się śnieżą,