Zmierzchun

Póty w cieniu jałowca śniła rozłożyście,

Aż z lasu wybrnął Zmierzchun — i pomącił liście.

Złote żuki, wylęgłe z ciepłych snów dziewczyny,

Wnicestwiły1 się w bujnej piersi — kosmaciny.

Poznał żuki — po złudzie... I jednym spojrzakiem2

Ogarnął — krzak — dziewczynę — i nicość za krzakiem.

Płodząc we łbie żądz nagłych jadowite męty3,

Pełznął ku niej — w biel ramion zaborczo wśmiechnięty.

Tchem drapieżnym uderzył o senny brzeg ciała...