Dziewczynka zaczęła krzyczeć ze strachu.
— Cicho, ty!... Patrzaj, co się pali... dwór czy stodoła?... o tam, o... Jużci dwór...
Trząsł się cały.
— Magda! — mówił stłumionym głosem. — Leć do dworu, obudź ludzi i wołaj, że się pali. No, idźże, ty bękarcie!... bo się tam panienka spali, ta, co ci wstążkę dała... Jezu mój... Ocknijże się, nie trząś się ty... Ona przecie nie kazała cię bić i spali się...
— Boję się, tatulu! — wrzasnęła dziewczyna i upadła na ziemię.
Na dworskim dachu ukazało się już kilkanaście pochodni gorejących. Chłop wybiegł z chaty i począł pędzić ku budynkom, nie spuszczając oka ze dworu.
Dopadł do stajni.
— Bywaj! — krzyczał. — Dwór się pali!... wstawajta, parobcy!
Pognał do obory i począł pięściami bić w ścianę.
— Wstawajta, ludzie!... Ogień we dworze... Panienka się spali...