Karbowy popatrzył na nią i odparł:

— Panicz harcuje, ale panienka bardzo chora...

— Chora?... O, nieszczęście!... Cóż jej jest?...

— Albo my wiemy, proszę łaski pani?... Chora tak, że z pościeli nie wstaje, i tylo.

Potem dodał:

— Czy może pani przybywa od naszej dziedziczki?... Jak tam z nią jest, bo panienka okrutnie tęskni i widzi mi się, że z tego nawet chora.

— Biedne dziecko! — szepnęła przyjezdna, ocierając oczy. Ale na pytanie karbowego żadnej nie dała odpowiedzi.

Wózek ruszył z miejsca, a karbowy szedł obok. Przyjezdna parę razy zwróciła się do niego, jakby chcąc mu coś zakomunikować czy też o coś spytać. Ale zawsze w porę umilkła.

Usłyszawszy turkot i krzyk karbowej, która myślała, że pani wraca, Anielka zwlekła się z tapczana i wyszła do sieni.

— Ciocia Andzia!... — zawołała dziewczynka, spojrzawszy na przybyłą.