Dziewczynka, trzymająca taką świętość w ręku, wzrosła w oczach chłopa do znaczenia księdza trzymającego Hostię. Zdjął czapkę i bardzo wzruszony przemówił:
— Schowaj se panienka ten obrazik przenajświętszy. Ja tam nie Żyd, żebym takimi rzeczami handlował.
— Anielko! Anielko!... — wołała panna Walentyna.
— A będziecie bili Magdę?...
— Nie.
— Z pewnością nie?...
— Niech mnie Bóg broni!... — rzekł uderzając się w piersi.
— I nigdy?...
— Już nigdy nie będę bił małych dzieci, boby chyba Pan Bóg jaką karę na mnie zesłał...
— Anielko! Anielko!...