Umyła sobie twarz, przyczesała włosy, skropiła się wodą kolońską i całą siłą woli powściągając dreszcze wewnętrzne poszła do pani Janowej.
Chora dama, spokojniejsza dziś niż zwykle, czytała jakiś romans. Obok niej siedział na wysokim stołku Józio, bawiąc się pudełkiem od pigułek.
Panna Walentyna oparła się ręką o stół i spuściwszy oczy, rzekła:
— Przyszłam panią pożegnać... Dziś, natychmiast, opuszczam dom państwa.
Chora otworzyła usta, patrząc na nią ze zdumieniem. Potem włożyła w książkę zakładkę, a nareszcie zdjęła z rąk jedną z rękawiczek, w których miała zwyczaj siedzieć.
— Que dites-vous, mademoiselle?90 — spytała pani głosem zmienionym.
— Dziś wyjeżdżam od państwa...
— Co to jest?... co się stało?... Pani mnie przeraża.... Czy odebrała pani wiadomość o chorobie albo śmierci czyjejś?... Może pani kto ze służących uchybił?...
W tej chwili weszła Anielka.
— Angelique! as-tu offensé mademoiselle Valentine?91 — spytała ją matka.