Wdowa niechętnie machnęła ręką.
— „Ach, panie — rzekła — kogo niebo choćby na 24 godziny pozbawiło tak elementarnej własności, ten nie daje rękojmi10, że znowu kiedyś nie ulegnie podobnemu kalectwu.”
Gębarzewski musiał w duchu przyznać jej słuszność, i nawet nie próbując usprawiedliwiać się, opuścił mieszkanie.
— „Nigdy bym nie myślał — szeptał biedak, wracając do swojej izdebki — że tak materialna i pozioma11 własność, jak tarcie, może tak niezmierny wpływ wywierać na życie człowieka!...”
Na drugi dzień lekarz, wysłany przez zarząd kolei do obejrzenia Gębarzewskiego, odwiedził go w mieszkaniu i znalazł go zamiast na łóżku, śpiącym na podłodze, na którą zsunął się w nocy, dzięki swojej śliskości. Ponieważ w dodatku upłynął termin klątwy, rzuconej przez anioła, a Gębarzewski utraconą siłę tarcia odzyskał, lekarz więc nie mógł sprawdzić jej chwilowego braku i zdecydował, że wszystkie wypadki, jakim biedny młodzieniec uległ poprzedniego wieczoru, były skutkiem pijaństwa...
Tak więc — zakończył telegrafista — przez chwilowy brak siły tarcia, na którą wszyscy mamy zwyczaj narzekać, młody i zdolny człowiek stracił posadę na kolei, majętną narzeczoną i stosunki z ludźmi, a zyskał krzywdzący tytuł pijaka. Toteż myśląc o jego przygodach, nigdy nie sarkam na świat i nie chcę poprawiać tego, co mi się wydaje wadliwe.
— Nawet tego, że Noc Sylwestra przepędzasz w wagonie, zamiast w Resursie? — spytał konduktor z rudym zarostem.
— Nawet tego.
— I nawet tego, że nas, jak uważam, zasypuje śnieżyca? — dodał nadkonduktor, usłyszawszy alarmowe sygnały maszynisty.
— Trudna rada.