— „W pierwszej chwili — mówił mi Gębarzewski — myślałem, że to Prażmowski. Tak był do niego podobny ów młodzieniec...”

— Ten z teatru Prażmowski? — wtrącił nadkonduktor.

— Piękny chłop.

— Właśnie — odparł telegrafista. — „Ale potem — mówił mi Gębarzewski — widzę, że to ktoś inny.”

— „Pan ma interes?” — pyta się Gębarzewski młodzieńca.

— „Tak jest, panie” — odpowiada młodzieniec i patrzy na niego takim wzrokiem, jakby był co najmniej prezesem wszystkich dróg żelaznych. Gębarzewskiego zdjęła niepojęta trwoga, więc, sam nie wiedząc co mówi, pyta się młodzieńca:

— „Godność pańska?...”

— „Jestem anioł Gabriel” — odpowiada młodzieniec.

(Dwaj słuchający konduktorowie i nadkonduktor wydali w tym miejscu okrzyk zdumienia).

— Gębarzewski — ciągnął telegrafista — tak zgłupiał, że nie wiedząc po co to i na co to, zaczyna przeglądać księgi.