— Krótko mówiąc — rzekł Dębicki — panu zdaje się, że po tak zwanej śmierci następuje tak zwana nicość?
Brzeski z uwagą spojrzał na profesora.
— Jak to... zdaje mi się? — odparł. — Nie zdaje mi się, tylko tak jest... A panu co się zdaje?...
— A ja jestem przekonany, że po śmierci następuje dalszy ciąg życia, które różni się od obecnego tylko tym, że jest pełniejsze.
— Pan kpi ze mnie?... — spytał Brzeski.
— Ani myślę. Jestem pewny tego, co utrzymuję. Dzięki czemu, będąc bardziej zagrożony aniżeli pan, mam ciągle dobry humor, podczas gdy pan jesteś w melodramatycznym nastroju.
Madzia słuchała z natężoną uwagą; jej brat osłupiał. Nagle zapytał Dębickiego:
— Przepraszam... Pan profesor jesteś teolog czy filolog?...
— Nie. Jestem matematyk.
— I mówi pan, a raczej — wierzy pan, że śmierć...