— Pilnowała pani braciszka w Hotelu Europejskim... — mówiła dama. — Czy naprawdę tak chory, że pani musiała pielęgnować go w hotelu?...

— Albo ja wiem. On mówi, że jest ciężko chory, a ja myślę, że będzie zdrów po kilkumiesięcznym pobycie w górach.

— Szkoda, że pan Brzeski zamiast w hotelu nie stanął w mieszkaniu prywatnym...

— Czyliż on mógł szukać mieszkania na parę dni!... — odparła już zirytowana Madzia.

— A jeżeli taki chory — mówiła tonem łagodnym pani Burakowska — to szkoda, że pani nie towarzyszy mu za granicę...

— Wezwie mnie, kiedy mu wyznaczą miejsce kuracji.

— W podróży byłaby pani najpotrzebniejszą bratu...

Madzia odwróciła się do okna.

„Czego ode mnie chce ta baba?... — pomyślała z gniewem. — Przecież i ja wolałabym go odwieźć...”.

Ale po wyjściu pani Burakowskiej gniew Madzi równie prędko zgasł, jak zapłonął. Ogarnęła ją apatia połączona ze zdziwieniem.