— Tam mieszkał mój brat chory... — przerwała Madzia z żalem.
— Wiemy!... wszystko wyjaśnił Dębicki. Ale swoją drogą pan Zgierski mówi o pani z półuśmieszkami, a wczoraj... Wczoraj ta bezwstydna Joanna zaczepiła mnie i wyobraź sobie, pani, co powiedziała:
„Cóż skromna Madzia?... Robiła cnotliwe minki i — spadła na głowę!”.
Słyszałaś, panno Magdaleno?... Ta awanturnica... ta dwuznaczna kobieta śmiała coś podobnego powiedzieć!...
— Niech ich Pan Bóg ma w swojej opiece! — odparła Madzia. — Zresztą za kilka dni wyjeżdżam do brata, więc plotki nic mnie nie obchodzą.
— Wyjeżdża pani? — zapytała młoda mężatka innym tonem. — Powiedz mi pani... ale powiedz szczerze: czy naprawdę gniewasz się na Adę Solską?...
— Ja?... — krzyknęła zdziwiona Madzia. — Ależ ja ją zawsze kocham...
— Domyślałam się tego znając serce pani. A... gdyby panna Ada przyszła tu?...
— Czy może pani pytać?...
— Rozumiem. Ada widocznie ma jakiś ważny interes do pani, ale ten safanduła Dębicki nie chce w nim pośredniczyć... Nie wiem, o co chodzi... Jednak domyślam się, że Ada będzie żądała od pani jakiegoś załagodzenia stosunków między nią i bratem...