— Patrz pani — rzekła panna Howard głębokim tonem — ten człowiek wyciąga do mnie rękę!...
— A bo co?... — zapytał obrażony student, śmiało patrząc na pannę Klarę, która stała przed nim sztywna i blada.
— Korespondujesz pan z Manią poza moimi plecami i pytasz: co?... To ja powinnam zapytać: co robisz w mieszkaniu kobiety, którą oszukałeś?...
— Ja panią?... W imię Ojca i Syna...
— Nie usidlałeś pan mnie? Nie starałeś się...
— Jak Boga kocham, anim myślał!... — zawołał student bijąc się w piersi.
— Więc jakiż cel miały pańskie wizyty?... — zapytała panna Klara już rozgniewana.
— Jaki cel, słyszy pani?... — zwrócił się do Madzi rozkładając ręce. — Taki sam cel jak dziś... jak zawsze... Przyniosłem pani korektę, ale...
— Korektę?... Mego artykułu o nieprawych dzieciach?... — zawołała panna Howard.
Madzia zdumiała się nad nagłą przemianą. Chwilę temu panna Klara była podobna do Judyty ścinającej Holofernesa, a teraz przypominała pensjonarkę.