— Joasia?... Co pani mówi?... — zawołała Magdalena zbudziwszy się z chwilowego osłupienia. — Przecież ona nie jest mężatką...
Z panny Howard spadła okrywka i zatrzymała się na lewym rękawie, który jeszcze nie był zdjęty. Płowowłosa dama spojrzała na Madzię bledszymi niż zwykle oczyma i odparła z lodowatym spokojem:
— Wie pani, panno Magdaleno, że powinna byś wrócić do pierwszej klasy!... Jak to, więc kobieta w wieku pani, kobieta samodzielna, może zadawać podobne pytania?... Ależ pani jesteś po prostu śmieszna.
Madzia zaczerwieniła się jak najczerwieńsza wiśnia.
— Ja przecie rozumiem...
— Pani nic nie rozumiesz! — zawołała panna Howard tupiąc nogą.
— Właśnie że rozumiem! — upierała się Madzia na pół z płaczem. — Ale przecież wiem...
— Co pani wie?...
— Wiem, że tak szkaradnego czynu nie dopuściła się sama — odpowiedziała Madzia mrugając oczyma pełnymi łez.
— Ach, o to pani chodzi?... Naturalnie, że musi być wspólnik, i właśnie o nim pogadam dziś z panią Latter.