— Ale o co się zakładacie? — wtrącił głos żeński.
— Ja nie zakładam się — odparł drugi głos żeński. — Nie dlatego, ażebym bała się przegranej, ale nie chcę wygrać...
— Tak odpowiadają kobiety naszej epoki! — odezwał się pierwszy głos ze śmiechem.
— Ach, dzieciństwo!... — odpowiedział mężczyzna. — To wcale nie nowa epoka, ale stare jak świat ceregiele kobiece...
Do gabinetu weszła prześliczna para: córka i syn pani Latter. Oboje blondyni, oboje mieli czarne oczy i ciemne brwi, oboje byli podobni do siebie. Tylko w niej skupiły się wszystkie wdzięki kobiece, a w nim siła i zdrowie.
Pani Latter z zachwytem patrzyła na nich.
— Cóż to za zakłady? — spytała, całując córkę.
— A to z Madzią — odpowiedziała panna Helena. — Kazio chce ją całować po rękach, a ona nie pozwala...
— Zwykła uwertura. Dobry wieczór mateczce! — rzekł syn, witając się.
— Tyle razy prosiłam cię, Kaziu...