— Mama pewnie myśli, żem chory... Słowo honoru...
— Nie myślę, ja tylko pytam.
— Takim tonem, matuchno?... Założyłbym się, że ktoś narobił plotek, a mateczka zaraz uwierzyła... O, bo ja czuję, że matuchna od pewnego czasu jest inna dla mnie...
— Od ciebie zależy, ażebym była taką jak dawniej...
— Jak dawniej?... A więc to prawda?... — zawołał pan Kazimierz chwytając matkę za rękę.
Ale pani Latter delikatnie cofnęła rękę i rzekła:
— Czy mógłbyś wyjechać za granicę?... Zaraz...
Twarz pana Kazimierza ożywiła się.
— Za granicę?... Ależ ja na to czekam przeszło miesiąc.
— I nic nie zatrzymałoby cię w Warszawie?...