„Co mi po tym? — szeptała. — Co ja mam mieszać się do cudzych spraw?” — Lecz w następnej chwili z nieprzepartą siłą narzucała się jej idea, że ona musi pójść do Dębickiego, ponieważ on jeden uratuje przełożoną.
W jaki sposób i z jakiego powodu? — o to nie pytała.
25. Wypędzeni wracają
W tym czasie w mieszkaniu pani Latter roztrząsały się ważne kwestie.
Na pół godziny przed obiadem Stanisław wręczył pani Latter list przyniesiony przez posłańca, który czekał na odpowiedź. Pani Latter spojrzała na adres — charakter wydał się jej obcym. Powoli rozcięła kopertę i przeczytała kilka wyrazów napisanych po francusku:
„Dziś przyjechałem; proszę o rozmowę w wiadomej sprawie. Arnold”.
— Ma czekać posłaniec? — zapytał Stanisław.
— Przyjdziesz, jak zadzwonię — odpowiedziała pani Latter.
Przeczytała list drugi raz i rzekła do siebie śpiewającym tonem:
— Tak... tak... tak!... Nareszcie! Tego mi właśnie brakowało...