— Wie pani, co się stało?... Ale niech pani przysięgnie, że nikomu nie powie! — dodała podnosząc palec w górę. — Wie pani, Latter wrócił...
— Jaki Latter?...
— Latter, mąż pani przełożonej.
— Ależ on od dawna nie żyje.
— Owszem, od dawna żyje, tylko siedział w kryminale...
— Co?... co?...
— Był w kryminale — szeptała panna Marta. — Ale jaki on piękny!... ach, pani, czyste bóstwo, czysty Napolion!...
— Jaki Napolion?...
— Przecie ten, bożek piękności... A jaki bogaty... Pani, dał Stanisławowi parę... co mówię — dał kilka, a może i więcej złotych dziesięciomarkówek. To milioner.
— Skądże wziął? — spytała panna Howard wzruszając ramionami.