— Cóż ten Żyd, jest?
— Jaki Żyd?... — spytała Marta. — Fiszman?...
— No, Fiszman.
— Myślałam, że już niepotrzebny — szepnęła gospodyni spuszczając oczy.
Teraz panią Latter ogarnęło zdumienie.
— Dlaczego?... — zapytała z gniewem. — Przecież wczoraj po obiedzie prosiłam panią, ażeby mi go sprowadzić... Czy sądzi pani, że w ciągu nocy wygrałam na loterii?...
— Zaraz go zawołam — odparła zawstydzona gospodyni i dygnąwszy znowu po pensjonarsku, wyszła.
„Co to znaczy? — myślała pani Latter. — Jakie miny wyrabia ta kucharka?... Czyby już wiedzieli o powrocie mego męża i o pieniądzach?”.
Zawołała Stanisława i rzekła ostrym tonem:
— Słuchaj no, spojrzyj mi w oczy...