I w sposób zwięzły, co niesłychanie dziwiło Dębickiego, opowiedziała mu o nagłej chorobie pani Latter, o powrocie męża, o możliwym bankructwie pensji...
Dębicki wzruszył ramionami: słyszał wszystko, lecz niewiele rozumiał.
— Proszę pani — rzekł — do mnie o to nie można mieć pretensji. Ja prawie nigdzie nie wychodzę i nie mam zwyczaju wypytywać o cudze interesa... Ale pieniądze dla pani Latter są...
— Jakie pieniądze?...
— Cztery... pięć... do dziesięciu tysięcy rubli... Pan Stefan Solski na żądanie panny Ady Solskiej taką sumę zostawił do dyspozycji pani Latter, gdyby kiedy znalazła się w kłopotach finansowych... No, ale ja, jak się pani domyśla, o jej położeniu nie mogłem wiedzieć.
— Zostawił?... Ależ on zerwał z Helą! — zawołała Madzia.
— Zerwał!... — powtórzył Dębicki machając ręką. — W każdym razie przed tygodniem jeszcze raz przypomniał mi o pożyczce dla pani Latter, gdyby potrzebowała.
— Ona nie przyjęłaby od pana Solskiego — rzekła Madzia.
— Znaleźlibyśmy kogo innego, jakąś wspólniczkę czy nabywczynię pensji... Ale z panią Latter ciężka sprawa...
Madzia spojrzała na niego pytająco.