— No, jeżeli przyjaciel, to gadaj, czy to prawda?...
— Że wyjechała?... Niestety, tak...
— Pani Latter wyjechała na kilka dni — wtrąciła Madzia.
— A!... Gadajże — jak, z kim, dokąd?... — pytał Mielnicki chwytając Madzię za ręce.
Stropiony Zgierski zbliżył się tymczasem do pana, który wszedł za otyłym szlachcicem, i rzekł:
— Witam mecenasa! Cóż szanownego mecenasa sprowadziło tu?... Czy także...
Lecz ponieważ osoba nazwana mecenasem, prócz serdecznych uścisków dłoni i życzliwych uśmiechów, nie dała Zgierskiemu żadnych objaśnień, więc cofnął się do panny Howard.
Tymczasem zachwycona obecnością Mielnickiego Madzia szczegółowo opowiadała mu wyjazd pani Latter.
— Ale dlaczego ona tak nagle wyjechała?... Dlaczego?... i jeszcze Bóg wie dokąd — powtarzał zdesperowany szlachcic.
— Wyjechała na parę dni odpocząć — mówiła Madzia. — Była strasznie rozdrażniona... strasznie...