— Ja?... — przerwała zdziwiona Joasia. — Cóż mi to złego?... Jestem lektorką u jednej staruszki, mam trzysta rubli rocznie, wszystkie wygody, mnóstwo prezentów...
— Więc pracujesz.
— I... nie bardzo!
— A... ale co mówili o tobie...
— O mnie?... Aha, już wiem!... — zawołała Joasia parskając śmiechem — Niechby mi się każda plotka tak opłaciła...
Chciała wziąć Madzię za rękę, ale ta cofnęła się i rzekła:
— Muszę iść na salę...
Panna Joanna stała się nagle poważną. Rumieniec okrył jej twarz, podniosła się z łóżka i opierając się na parasolce odpowiedziała:
— Oj, ty, ty... łabędziątko!... Na ciebie nie robią plotek i co masz?... Spojrzyj na swoją sukienkę. A co robisz komu dobrego?... Zakuwasz głowy dziewczętom. Ja zaś za plotkę, z której dziś wszyscy się śmieją, dostałam wyborne miejsce, dokuczyłam starej Latterowej i pomogłam temu biednemu Kaziowi wyjechać za granicę. Żal mi chłopca, ale miło mi, że moje poświęcenie wyszło mu na dobre...
Tak jak moja krzywda — zakończyła twardym głosem — dała mi możność przyjść tu i zobaczyć bankructwo surowej pani Latter... Bo podobno licytują was?...