— I nie boisz się sama sepacerować o tej porze między grobami?...
— Ach, więc tak?... — rzekła spokojnie panna Eufemia siadając obok stołu, naprzeciw podsędkowej. — Ktoś, widzę, wyszpiegował mnie, więc nie mam co taić. Tak, mamo, chodzę po cmentarzu albo z Madzią, albo z panem... Cynadrowskim.
Podsędek z wielką uwagą obserwował szparę podłogi: podsędkowa rzuciła się na fotelu, ale nie zmieniła tonu.
— Pan Cenaderowski — rzekła — bardzo niestosowne towarzystwo dla panienki twego setanowiska!
Panna Eufemia schyliła głowę i zaczęła mrugać oczyma.
— Ja go kocham, mamo... — szepnęła.
Podsędek rozkrzyżował ręce.
— Nierozsądena jesteś, moja Femciu — odpowiedziała podsędkowa — z twoim kochaniem i z twoją pensją. Wszystko to są skutki przestawania z panną Magdaleną...
— O, nie... Z nią zakładam pensję, ale jego kocham sama... Długo walczyłam z jego błaganiami i rodzącym się we mnie uczuciem... Ale skoro raz przysięgłam, że będę należeć do niego...
Podsędek schwycił się za brzuch i kiwał głową. Podsędkowa przerwała córce: