Z domu doktora major podreptał ku poczcie nakładając swoją potworną fajkę i wszedł do ekspedycji, gdzie pochylony nad biurkiem młody blondyn z grzywką sumował cyfry.
— Cynadrowski — rzekł major — masz czas?...
Młody blondyn położył palec na jednej z cyfr i spojrzawszy groźnie na majora odparł:
— Zaraz będę miał... Ale za kratkę wchodzić nie wolno...
— Tam także wchodzić nie wolno, a jednak chciałeś... — odparł major. I nie tylko usiadł na urzędowej kanapce obok biurka, ale jeszcze urzędowymi zapałkami zapalił straszliwą fajkę.
— Pan jest bezceremonialny!... — rzekł Cynadrowski.
— Nauczyłem się od ciebie i zaraz ci to opowiem, tylko skończ pisanie.
Blondyn z grzywką przygryzł wargi, zsumował kolumnę, a potem sprawdził.
— Masz jaki pokoik? — zapytał major.
Cynadrowski wstał i milcząc zaprowadził majora do następnego pokoiku, gdzie było żelazne łóżko, parę czarnych szaf z papierami, a w kącie stos juków wydających woń odświeżonej skóry.