— Niech się pani mną przynajmniej nie zajmuje... Nic mi nie jest...
Madzia cofnęła się, a pani Korkowiczowa zawołała z gniewem do córek:
— Idźcie sobie, idźcie... do waszej nauczycielki!...
— Co mamie jest?... Cóżeśmy winne?... — pytały z płaczem obie dziewczynki widząc irytację matki.
Jak wszyscy ludzie gwałtowni, pani Korkowiczowa prędko ochłonęła i usiadłszy na swym fotelu rzekła spokojniej:
— Linka, Stasia... patrzcie mi prosto w oczy!... Wy już nie kochacie mamy... wy chciałybyście mamę wpędzić do grobu...
Dziewczęta rozszlochały się.
— Co mama mówi?... A kogoż my kochamy?...
— Pannę Brzeską... Ona teraz wszystko znaczy w domu, ja nic...
— Pannę Brzeską kochamy jak przyjaciółkę, a mamę jak mamę... — odparła Linka.