„Norski!... — myślała. — Tak, miał przyjechać w początkach października... Może są i Solscy...”.
Nogi pod nią drżały, gdy otworzyła drzwi salonu, ale osłupiała na widok młodego człowieka, który ujrzawszy ją ukłonił się bardzo elegancko.
„Co za rysy... oczy... brwi!...” — pomyślała pani, a głośno rzekła:
— Mam zaszczyt powitać pana Norskiego?... Jestem... u nas właśnie bawi panna Brzeska... a ja jestem wielbicielką świętej pamięci mamy pańskiej... Boże, co za okropny wypadek!... Nie powinnam o nim wspominać, ale moje córki były ukochanymi pensjonarkami świętej pamięci mamy, którą tu wszyscy opłakujemy...
Tak mówiła pani Korkowiczowa kłaniając się i wskazując Norskiemu złocone krzesełko, na którym usiadł bez ceremonii.
„Prześliczny!...” — myślała pani, a ponieważ młody człowiek milczał i spoglądał na drzwi, odezwała się znowu:
— Jakże świętej pamięci mama?... To jest...
— Właśnie jeździłem na jej grób, gdzie chcemy postawić pomnik...
— Powinni państwo zwrócić się do społeczeństwa... — prędko przerwała mu pani. — A w takim razie ja i mój mąż, cały wreszcie nasz dom...
W tej chwili Norski podniósł się ze złoconego krzesełka patrząc ponad głowę uprzejmej gospodyni. Pani Korkowiczowa odwróciła się i zobaczyła bladziutką Madzię, która oparła się ręką o stół.