— Poeta obecnych czasów — dodał Dębicki.

— Myśli pan, że przyjdą inne? — spytała Ada.

— One są ciągle... Tylko ciągle stoją za drzwiami tych, którzy lubią brzoskwinie z puszkiem.

Do Madzi zbliżyła się panna Helena i odprowadziwszy ją na bok usiadła z nią na kanapie.

— Cóż to — rzekła patrząc na swój wachlarz — zaczynasz kokietować Solskiego?...

— Ja?...

— Jest tobą zachwycony... — Zwierzał mi się... Jesteśmy przecie przyjaciółmi...

— A powinna byś już być jego żoną — odparła Madzia tonem tak naturalnym, że panna Helena spojrzała na nią uważnie.

Nagle Madzia przysunąwszy się do niej zaczęła mówić ciszej:

— Po co ty tak robisz, Helenko?... Po co zwłóczysz i drażnisz człowieka, którego twoja matka bardzo... bardzo pragnęła dla ciebie...