— Ale pani może opuścić zakon, kiedy zechce?
— Nie myślę o tym.
— Więc tak do końca życia?
Zakonnica łagodnie uśmiechnęła się.
— Paniom światowym — mówiła — klasztor wydaje się więzieniem... Ale my jesteśmy szczęśliwymi, że za życia dopłynęłyśmy do portu.
Do rozmowy wmieszała się starsza zakonnica i rzekła patrząc na Madzię:
— Znałam kiedyś u Wizytek matkę Felicissimę, która na święcie nosiła nazwisko Brzeskiej, choć ziemskiego jej imienia nie pamiętam. Czy pani nie była spokrewniona z jej rodziną?...
Madzię prawie przeraziło to pytanie.
— To była ciotka mego ojca... Wiktoria Brzeska... — odparła zdławionym głosem.
— Naturalnie pani nie mogła jej znać, bo już od dwudziestu lat nie żyje — mówiła zakonnica. — Była to osoba niezwykłej pobożności, tak zatopiona w modlitwie i praktykach ascetycznych, że nieraz musiano jej zakazywać...