— Wody sodowej.
Kiedy kelner wyszedł z gabinetu, zastąpił mu drogę gospodarz pytając:
— Jaki numer?
Kelner machnął ręką.
— Będzie ze dwa ruble.
— A tak! — westchnął gospodarz. — Taki zawsze skąpi, choć pieniędzmi mógłby w piecu palić. Ale szanuj go, bo dobry dla służby, to pan Solski.
— Który to, panie, starszy czy młodszy? — spytał ciekawie lokaj.
— Młodszy, młodszy, ten, co go w zimie nie stać na futro.
Kelner usługiwał znakomicie. Dawał potrawy na czas, wchodząc krząkał, wychodził na palcach i tytułował Solskiego jaśnie panem. Goście jedli rozmawiając.
— Więc profesor nie pije nic, nawet kawy — mówił Solski. — Czy to nie fałszywy alarm z tą chorobą serca?