Majątek, pojedynki, pływanie po morzu, wdrapywanie się na góry, czymże to jest, co to warte wobec jednego człowieka, który zapłakał z radości...
„Wszystko to jej zawdzięczam. A ile jeszcze mogę mieć podobnych dni?... — myślał Solski. — Ona i tylko ona... zawsze ona; przy każdym szlachetniejszym uczuciu!...”.
Tu nasunęła mu się uwaga: jeżeli Madzia poleciła Kotowskiego, musi też wiedzieć o Norskim. A jeżeli wie, trudno, ażeby nim nie pogardzała!... Więc nie kocha go i on, Solski, bez potrzeby niepokoi się takim rywalem!...
Chodził po gabinecie, wreszcie rzekł do siebie:
„Czego ja się waham?... Trzeba raz skończyć, i to natychmiast...”.
Zadzwonił na służącego.
— Czy panna Brzeska jeszcze nie śpi?
— Nie śpi, proszę jaśnie pana, czyta w swoim pokoju.
— Idź do panny Ady i zapytaj, czy mogę ją odwiedzić.
— Jaśnie pani położyła się... Głowa boli jaśnie panią...