— Któż ma mówić o tym Stefanowi? — spytała.
— Naturalnie, że sama Helenka. Ale ona chce, ażeby utorować jej drogę...
— A tego kto się podejmie?...
— Może ty, Adziuś — zechcesz...
— Ja... nie!...
— W takim razie muszę chyba ja... — zawołała ze śmiechem Madzia.
Ale w tej chwili zmroziło ją spojrzenie panny Solskiej. Ada pobladła, zarumieniła się i utkwiwszy skośne oczy w wylęknionej Madzi rzekła:
— Ty?... A cóż ciebie obchodzi pan Kazimierz?...
„Co to znaczy?... — przemknęło przez myśl Madzi. — Ona jeszcze nigdy taką nie była...”.
Ale panna Solska opamiętała się. Schwyciła Madzię w objęcia, zaczęła całować jej usta, oczy, ręce i szeptać: