Madzia wstała z krzesła i ukłoniła się obu paniom. Staruszka spojrzała na nią z niepokojem, a ciotka Gabriela zawołała:

— Nie zrozumiała nas pani, panno Magdaleno... Moja kuzynka nie...

— Owszem — odparła Madzia i wyszła z pokoju.

Kiedy wzburzona znalazła się w swoich gabinecie, wybiegła do niej Ada mówiąc z uśmiechem:

— Cóż, poznałaś bliżej naszą cioteczną babcię?... Prawda, — jaki to oryginalny zabytek!... Ale co tobie, Madziuś?...

Madzia schwyciła ją za ręce i ściskając konwulsyjnie, rzekła:

— Daj mi słowo, że nie rozgniewasz się. Daj słowo, to cię o coś poproszę...

— Ależ daję ci słowo, że wszystko zrobię, co zechcesz — odparła zdziwiona panna Solska.

— Adziuś... ja wyprowadzę się stąd... — szepnęła Madzia.

Słowa te w pierwszej chwili nie zrobiły wrażenia na Adzie.