— Tak.

— I odrzuciła pani oświadczyny Solskiego?...

Madzia milczała.

Panna Malinowska wzruszyła ramionami i dodała:

— Jakiż ma pani zamiar na wakacje?

— Zostanę w Warszawie.

— Chce pani kilka dobrych lekcyj?

— Bardzo byłabym wdzięczna...

— Dam je pani... No, no!... nie każda kobieta zdobyłaby się na podobny heroizm... Odrzucić Solskiego... Doprawdy wygląda to jak sen... — mówiła panna Malinowska.

Gdy około drugiej Madzia wracała do domu, na schodach zabiegła jej drogę panna Żaneta. Obejrzała się na wszystkie strony i schwyciwszy się za poręcz szepnęła z minką bardziej niż kiedykolwiek wystraszoną: