Pan Kazimierz ponuro obejrzał się za nim.
— Jestem pewien — rzekł — że śledzi nas ten jegomość...
— W jakim celu? — odparła Madzia wzruszając ramionami.
— On lubi wszystko wiedzieć, bo to przynosi procent.
— Ha, niech wie...
Wyszli z ogrodu. Pan Kazimierz jeszcze wylewał z siebie fonntannę pesymizmu, wreszcie stanąwszy przed domem Madzi pożegnał ją.
— Czy mogę odwiedzić panią czasem?... — zapytał.
— Proszę... — odpowiedziała Madzia.
— W godzinach?...
— Od szóstej bywam wolna.