— Aaa... bardzo ładnie pan zrobił!
Pan Kazimierz wstrząsnął głową.
— Jest to tak ładny czyn, że nim spotkaliśmy się z panią około Saskiego Ogrodu, namyślałem się: co lepiej?... Zostać korespondentem bankierskim czy — strzelić sobie w łeb. Miałem nawet przygotowany rewolwer...
Madzi przemknęło wspomnienie pana Krukowskiego, który zapowiedział, że na jej ślubie zastrzeli się z rewolweru. Koniecznie z rewolweru...
— Widzi pan — odezwała się — że do wszystkiego można przywyknąć.
— Nawet do tytułu kantorowicza, ale pod warunkiem...
— Że?...
— Że do ohydnej jaskini nazywającej się bankierskim biurem człowiek przyniesie niebo w sobie...
— Pan teraz wierzy w niebo?
— Uwierzyłem.