— Bądź dobrej myśli, panie! O ile wiem, cała arystokracja, wszyscy nomarchowie, wszyscy wyżsi oficerowie słyszeli coś o tym traktacie i są oburzeni. Daj więc tylko znak, a rozbijemy traktatowe cegły na łbach Sargona, nawet Assara...

— Ależ to byłby bunt przeciw jego świątobliwości... — równie cicho odparł książę.

Tutmozis zrobił smutną miną.

— Nie chciałbym — rzekł — zakrwawiać ci serca, ale... twój, równy najwyższym bogom, ojciec jest ciężko chory.

— To nieprawda!... — zerwał się książę.

— Prawda, tylko nie zdradź się, że wiesz o tym. Jego świątobliwość jest bardzo zmęczony pobytem na tej ziemi i już pragnie odejść. Lecz kapłani zatrzymują go, a ciebie nie wzywają do Memfisu, ażeby bez przeszkód podpisać umowę z Asyrią...

— Ależ to są zdrajcy!... zdrajcy!... — szeptał rozwścieczony książę.

— Dlatego nie będziesz miał trudności z zerwaniem umowy, gdy obejmiesz władzę po ojcu (oby żył wiecznie!).

Książę zadumał się.

— Łatwiej — rzekł — podpisać traktat aniżeli go zerwać...