— Właśnie dlatego mogłem wejść do pałacu i oboje wymkniemy się najłatwiej — mówił Lykon. — Zabierz wszystkie kosztowności... Wnet wrócę i zabiorę cię...
— Gdzie idziesz?...
— Poszukam twego pana — odparł. — Nie odejdę przecie bez zostawienia mu pamiątki...
— Tyś szalony...
— Milcz!... — przerwał blady z gniewu. — Jeszcze go chcesz bronić?...
Fenicjanka zadumała się, zacisnęła pięści, a w jej oczach błysnęło złowrogie światło.
— A jeżeli nie znajdziesz go?... — spytała.
— To zabiję paru śpiących jego żołnierzy... podpalę pałac...
Zresztą — czy ja wiem, co zrobię?... Ale bez pamiątki nie odejdę...
Wielkie oczy Fenicjanki miały tak okropny wyraz, że Lykon zdziwił się.