— Ja śpię?... — zawołał. — Bodaj język usechł temu, kto mówi podobne kłamstwa. Ja, wiedząc, że przyjedziesz, od godziny ubieram się, przygotowuję ci kąpiel i perfumy...
— A tymczasem oddział posuwa się bez komendy.
— Więc ja mam być komendantem oddziału, w którym znajduje się jego dostojność minister wojny i taki wódz jak Patrokles?
Następca tronu umilkł, a tymczasem Tutmozis zbliżywszy się do niego szeptał:
— Jak ty wyglądasz, synu faraona?... Nie masz peruki, włosy i odzienie pełne kurzu, skóra czarna i popękana jak ziemia w lecie?... Najczcigodniejsza królowa-matka wygnałaby mnie ze dworu zobaczywszy twoją nędzę...
— Jestem tylko zmęczony.
— Więc siadaj do lektyki. Są tam świeże wieńce róż, pieczone ptaszki i dzban wina z Cypru. Ukryłem też — dodał jeszcze ciszej — Senurę w obozie...
— Jest?... — spytał książę. Błyszczące przed chwilą oczy zamgliły mu się.
— Niech wojsko idzie naprzód — mówił Tutmozis — a my tu zaczekajmy na nią...
Ramzes jakby ocknął się.