— Siądź — rzekła wskazując mu stołeczek obok swego fotelu.
Tutmozis zawahał się.
— Siądź!... i... przysięgnij, że nikomu nie powtórzysz tego, co ci powiem...
— Na cienie mego ojca... — rzekł.
— Słuchaj — mówiła królowa cicho — byłam dla ciebie prawie matką... Gdybyś więc zdradził tajemnicę, bogowie skaraliby... Nie... Oni tylko zwaliliby na twoją głowę część tych klęsk, jakie wiszą nad moim rodem...
Tutmozis słuchał zdumiony.
„Obłąkana?...” — pomyślał z trwogą.
— Spojrzyj na to okno — ciągnęła — na to drzewo... Czy wiesz, kogo dziś w nocy widziałam na tym drzewie, za oknem?...
— Miałżeby przyjechać do Tebów przyrodni brat jego świątobliwości?...
— To nie był tamten — szeptała łkając. — To był on sam... mój syn... mój Ramzes!...