Gdy pan zniknął w korytarzu, wielki pisarz rzekł do skarbnika:
— Czas wlecze się jak wozy w pustyni. Może Hebron ma wiadomość od Tutmozisa?...
— W tej chwili — odparł skarbnik — jego wyprawa w kilkudziesięciu ludzi na świątynię Ptah wydaje mi się niepojętym szaleństwem...
— A czy rozsądniej zrobił faraon nad Sodowymi Jeziorami, kiedy całą noc uganiał się za Tehenną?... — wtrącił Hiram. — Odwaga więcej znaczy aniżeli liczba.
— A ten młody kapłan?... — zapytał skarbnik.
— Przyszedł bez naszej wiedzy i odszedł nie pytając — rzekł Hiram. — Każdy z nas postępuje jak spiskowiec.
Skarbnik pokręcił głową.
Ramzes szybko przebiegł odległość dzielącą jego willę od pałacyku Tutmozisa. Gdy wszedł do pokoju, Hebron z płaczem rzuciła mu się na szyję.
— Umieram z trwogi!... — zawołała.
— Lękasz się o Tutmozisa?