— Psyt!... — szepnął Dagon, zrywając się z krzesła.

— Kiedy nad Fenicją wisi nieszczęście!... — dokończył Rabsun.

— Niechże ja się raz dowiem, jakie nieszczęście?... — przerwał Dagon.

— Więc daj mówić Hiramowi, to się dowiesz — odparł gospodarz.

— Niech gada...

— Czy wasza dostojność wiesz, co się stało w zajeździe „Pod Okrętem”, u brata naszego, Asarhadona?... — zaczął Hiram.

— Nie mam braci pomiędzy szynkarzami!... — wtrącił szyderczo Dagon.

— Milcz!... — wrzasnął rozgniewany Rabsun i schwycił za rękojeść sztyletu. — Jesteś głupi jak pies, który szczeka przez sen...

— Czego on się gniewa, ten... ten handlujący kośćmi?... — odparł Dagon i również sięgnął do noża.

— Cicho!... Zgoda!... — uspakajał ich sędziwy książę i także opuścił suchą rękę do pasa.