— Za mną na tych, którzy nam zastąpili drogę!...
— Żyj wiecznie, erpatre!... — zawołał Patrokles, równie dobywając miecza. — Naprzód, potomkowie Achillesa!... — zwrócił się do swoich żołnierzy. — Pokażmy egipskim krowiarzom, że nas zatrzymywać nie wolno!
Trąbki zagrały do ataku. Cztery krótkie, ale wyprostowane szeregi poszły naprzód, wzbił się tuman pyłu i krzyk na cześć Ramzesa.
W parę minut Grecy znaleźli się wobec pułków egipskich i — zawahali się.
— Naprzód!... — wołał następca, biegnąc z mieczem w ręku. Grecy zniżyli włócznie. W szeregach przeciwnych zrobił się jakiś ruch, i przeleciał szmer i — również zniżyły się włócznie.
— Kto wy jesteście, szaleńcy?... — odezwał się potężny głos ze strony przeciwnej.
— Następca tronu!... — odpowiedział Patrokles.
Chwila ciszy.
— Rozstąpić się!... — powtórzył ten sam wielki głos co pierwej.
Pułki armii wschodniej z wolna otworzyły się jak ciężkie podwójne wrota i — grecki oddział przeszedł.