— Przeklęłaby mnie cała Fenicja, zemściliby się bogowie... — odparła ze śmiechem.
Ramzes znowu przyciągnął ją do siebie, ona znowu wydarła się.
— Strzeż się, książę — mówiła z wyzywającym spojrzeniem. — Fenicja jest potężna, a jej bogowie...
— Co mnie obchodzą twoi bogowie albo Fenicja... Gdyby ci włos spadł, zdeptałbym Fenicję jak złą gadzinę...
— Kama!... Kama!... — odezwał się od posągu głos.
Przeraziła się.
— O widzisz, wołają mnie... Może nawet słyszeli twoje bluźnierstwa...
— Bodajby nie usłyszeli mego gniewu!... — wybuchnął książę.
— Gniew bogów jest straszniejszy...
Szarpnęła się i znikła w cieniach świątyni. Ramzes rzucił się za nią, lecz nagle cofnął się. Całą świątynię, między ołtarzem i nim, zalał ogromny, krwawy płomień, wśród którego zaczęły ukazywać się potworne figury: wielkie niedoperze228, gady z ludzkimi twarzami, cienie...