Jeszcze widział światło księżyca, w uszach rozlegała się pieśń Greka. A ta świątynia Astarty!...
Nie mógł zasnąć do rana.
Rozdział VII
Na drugi dzień książę wstał późno, sam wykąpał się i ubrał, i kazał przyjść do siebie Tutmozisowi.
Wystrojony, namaszczony wonnościami elegant ukazał się natychmiast, pilnie przypatrując się księciu, aby poznać, w jakim jest humorze, i odpowiednio do tego ułożyć swoją fizjognomię.
Ale na twarzy Ramzesa malowało się tylko znużenie.
— Cóż — spytał Tutmozisa, ziewając — czy jesteś pewny, że urodził mi się syn?
— Mam tę wiadomość od świętego Mefresa.
— Oho!... Od jakże to dawna prorocy zajmują się moim domem?
— Od czasu kiedy wasza dostojność okazujesz im swoją łaskę.