— A najwyższa rada kapłanów tyryjskich?...
— Może mnie tylko wydać za mąż...
— Wszak wejdziesz do mego domu...
— Gdybym weszła tam nie jako żona twoja — umrę... Ale jestem gotowa... nawet na to, aby nie ujrzeć jutrzejszego słońca...
— Bądź spokojna — odpowiedział z powagą książę. — Kto posiadł moją łaskę, nie dozna krzywdy.
Kama znowu uklękła przed nim.
— Jak się to może stać?... — spytała, składając ręce.
Ramzes był tak podniecony, tak już zapomniał o swoim stanowisku i obowiązkach, iż gotów był przyrzec kapłance małżeństwo. Powstrzymał go od tego kroku nie rozsądek, ale jakiś głuchy instynkt.
— Jak to może być?... Jak to może być?... — szeptała Kama, pożerając go wzrokiem i całując jego nogi.
Książę podniósł ją, posadził z daleka od siebie i odparł z uśmiechem: