Naczelnik zostawił ajentów przed bramą, wziął za ramię człowieka odzianego w wór i prowadzony przez kapłana udał się do świętej izby. Gdy wszedł tam, zastał Mefresa i Sema ubranych w arcykapłańskie szaty, ze srebrnymi blachami na piersiach.
Wówczas upadł przed nimi na ziemię i rzekł:
— Stosownie do waszego rozkazu przyprowadzam wam, święci mężowie, zbrodniarza Lykona. Czy chcecie zobaczyć jego twarz?
A gdy zgodzili się, naczelnik policji powstał i z towarzyszącego mu człowieka zerwał wór.
Obaj arcykapłani krzyknęli ze zdumienia. Grek rzeczywiście tak był podobny do następcy tronu, Ramzesa, że nie było można oprzeć się złudzeniu.
— Tyżeś to jest Lykon, śpiewak pogańskiej świątyni Astoreth?... — zapytał skrępowanego Greka święty Sem.
Lykon uśmiechnął się pogardliwie.
— I ty zamordowałeś dziecko księcia?... — dodał Mefres.
Grek posiniał z gniewu i usiłował zerwać pęta.
— Tak! — zawołał — zabiłem szczenię, bom nie mógł znaleźć jego ojca, wilka... Oby spalił go ogień niebieski!...