— Oto wódz potężny!... Zdeptał nieprzyjaciół Egiptu!... Amon jest po jego prawej i po lewej ręce, więc któż mu się oprze?...
Tymczasem Libijczycy, wciąż cofając się, weszli na południowe pagórki piaszczyste, a za nimi Egipcjanie. Teraz co chwilę wynurzali się z obłoków kurzu jezdni279 i przybiegali do Ramzesa.
— Mentezufis zabrał im tyły!... — krzyczał jeden.
— Dwie setki poddały się!... — wołał drugi.
— Patrokles zajął im tyły!...
— Wzięto Libijczykom trzy sztandary: barana, lwa i krogulca...
Koło sztabu robiło się coraz tłumniej: otaczali go ludzie pokrwawieni i obsypani pyłem.
— Żyj wiecznie!... żyj wiecznie, wodzu!...
Książę był tak rozdrażniony, że na przemian śmiał się, płakał i mówił do swego orszaku:
— Bogowie zlitowali się... Myślałem, że już przegramy... Nędzny jest los wodza, który nie wydobywając miecza, a nawet nic nie widząc, musi odpowiadać za wszystko...