— Zdaje się, panie, że dziwić cię to nie powinno — wtrącił Tutmozis. — Wiesz, że kapłani już podejrzewają cię o niechęć i mają się na ostrożności... Tym więcej...
— Co tym więcej?...
— Że jego świątobliwość jest bardzo chory. Bardzo...
— Aha!... ojciec mój chory, a ja tymczasem na czele wojska muszę pilnować pustyni, ażeby z niej piaski nie uciekły... Dobrze, żeś mi to przypomniał!... Tak, jego świątobliwość musi być ciężko chory, gdyż kapłani są bardzo czuli dla mnie... Wszystko mi pokazują i o wszystkim mówią, wyjąwszy tego, że Mefres ukrył Lykona.
Tutmozis — rzekł nagle książę — czy i dziś sądzisz, że mogę rachować na wojsko?
— Na śmierć pójdziemy, tylko rozkaż...
— I za szlachtę ręczysz?...
— Jak za wojsko.
— Dobrze — odparł następca. — Możemy teraz oddać ostatnią usługę Patroklesowi.